Sorry, ale tym razem nie będzie o
samochodach. Będzie o Absolutnie Cudacznym Tworze Autokratów czyli
o ACTA.
Powiem krótko. Tworze absolutnie
poronionym.
Nie będę tu analizował ustawy, a
powiem tylko co mnie zastanawia.
Pierwsza kwestia, komu i czemu ma
to służyć?
Jedno jest pewne, na pewno nie chodzi
tu o rzekomą obronę praw autorskich. Bądźmy szczerzy w latach 80
piraciło się na kaseciakach, w 90 wypalało się płyty, a teraz
piraci się przez net. Zakażą, to nic się nie zmieni, poza samą
formą piracena. A więc z góry widać, że nie o to oligarchom
światowym chodzi.
I nie ma się co bać, że nie
będziemy mieli tanich zamienników do naszych samochodów. Z
podróbkami ludzie też sobie dadzą radę – przynajmniej u nas –
w końcu „Polak potrafi”. W najgorszym wypadku przejdą one na
czarny rynek, w bardziej prawdopodobnym... no cóż kreatywność
ludzi chcących obejść prawo (i chciwość je stanowiących) nie
zna granic.
Więc walkę z podróbkami też możemy
włożyć między bajki.
Zresztą jeśli by faktycznie chodziło
o piracenie i podróbki to co z nimi wspólnego ma Rada ds. Rolnictwa
i Rybołówstwa – walkę o to by nie podrabiano Sardynek
Marokańskich?? A może walkę z nielegalnymi połowami na Morzu
Bałtyckim?
Więc o co chodzi?
„Jak nie wiadomo o co chodzi to
chodzi o pieniądze”. Wychodzi więc, że idzie o to by zabrać
biednym i dać bogatym. A ponieważ „władza daje kasę, a kasa to
władza” to drugim celem niechybnie jest umocnienie istniejącego
światowego status quo, przejęcie kontroli nad informacją i
zakneblowanie wszystkich niewygodnych.
Ale tego się akurat nie boję, bo
nawet jakby chcieli nam zrobić z mózgu sieczkę to zawsze Ci,
którzy chcą znajdą sposób żeby się przed tym obronić.
Druga kwestia to podejście do
„elit” do społeczeństwa.
Zastanawia mnie czy Boni jest takim
kretynem, czy też nas ma za takowych, by mówić, że podpisanie
ACTA nic nie zmieni. Jeśli nie to po jakiego falllusa to podpisywać?
To podpiszmy jeszcze, że ludzie w Polsce będą jedli mięso, za
wyjątkiem wegetarian. I skopiujmy wszystkie nasze ustawy i
popodpisujmy je we wszystkich możliwych stolicach. Też przecież
nic nie zmieni. Choć chwila, w sumie skopiować to już nam nie
będzie wolno.
Zresztą jak się tak zastanawiam na
panem Ministrem to ma nas chyba jednak za idiotów, bo skoro
musieliśmy podpisać umowę, bo inne kraje Unii już ją wcześniej
podpisały – to w takim wypadku, które kraje podpisały ją
dzisiaj? Te same kraje Unii po raz drugi? Czy może jakieś, które jej
- jednak - przed nami nie podpisały?
Pogratulować panie ministrze
logicznego myślenia.
I trzecia nurtująca mnie myśl –
związana zresztą z drugą – to kwestia zmiany stanowiska
polityków w podejściu do stanowienia prawa.
Do tej pory próbowali przynajmniej
udawać, że normy prawne są wynikiem konsensusu społecznego. Tym
razem jasno pokazali, że zdanie społeczeństwa mają w miejscu
pracy proktologa.
Ale skoro tak, to społeczeństwo
będzie miało w tym samym miejscu ustanowione przez nich przepisy,
albo co jeszcze gorsze będzie tam miało całą politykę.
I to mnie niepokoi najbardziej. Wygląda bowiem na to, że ludzie stojący za ACTA właśnie na to liczą. Części społeczeństwa zrobi się z mózgu sieczkę, a tym, którzy się nie dadzą specjalnie obrzydzi się polityków i politykę, żeby wszystkich ogarną seksualny do niej stosunek. W ten sposób ACTOnariusze będą mogli robić co i jak chcą.
Nawet jak kilkadziesiąt tysięcy
ludzi pokrzyczy i poskacze to i tak reszta pozostanie niewzruszona, a
oni będą sobie mogli przepchnąć wszystko co chcą, czego zresztą
przykład dali dzisiaj w Kraju Kwitnącej Wiśni.
Idealnym tego podsumowaniem jest
transparent, który widziałem na wczorajszej manifestacji w
Krakowie:
„Orwell 2012”.
Mam nadzieję, że jego autorzy nie będą mnie ścigać za naruszenie własności intelektualnej, ale ja na ich miejscu zacząłbym się obawiać spadkobierców Orwella :P.